792 022 444
  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ceres i Czubaka

Kilka lat temu straciliśmy naszego pierwszego psa – suczkę beagle’a Krzemkę. Nie czuliśmy się gotowi na przyjęcie nowego psa; było nam trudno pogodzić się z tą stratą, poza tym zdaliśmy sobie sprawę, że większość rodziny po kilkunastu latach spotka taki sam ból, bo niestety psy żyją dużo krócej, niż człowiek. Tymczasem pojawiła się w naszym życiu Ceres; miała pozostać kilka dni, a my mieliśmy przymierzyć się do przyjęcia do rodziny nowego psa. Okazało się, że pokochaliśmy ją „od pierwszego wejrzenia”. Na szczęście mogła z nami pozostać na stałe, a my poczuliśmy się znowu pełną rodziną, bo z psem w składzie. Rok później przyjęliśmy Toto (przemianowaną później na Czubakę), wstępnie na zasadzie domu tymczasowego, ale po krótkim czasie uznaliśmy, że nie jesteśmy w stanie rozstać się z nią. Obie suczki dobrze się dogadały i mamy wrażenie, że Czubaka dzięki psiemu towarzystwu szybciej się udomowiła. Najwięcej korzyści odniosła najmłodsza ludzka członkini rodziny – Adriana, którą choroba przykuła do łóżka, a którą codziennie rano pieski witają, „myją” (bo ludzie źle to robią), w ciągu dnia wielokrotnie odwiedzają i leżą na niej lub przy niej, a wieczorem tulą się do niej i przy niej zasypiają, dopóki ich pani sama nie położy się spać (wtedy zabiera swoje skarby do siebie).

Ceres

Poznaliśmy ją, kiedy była jeszcze chudziutkim szczeniakiem na patykowatych nóżkach, chowającym się za swoim opiekunem. Pokochaliśmy ja od razu. Na szczęście uwielbia się pieścić bez końca, z czego korzysta całą rodzina, szczególnie Adriana, która wskutek choroby stała się niesprawna i aktualnie cały czas przebywa w łóżku. Ceres codziennie serwuje jej masaż dłoni językiem, wyleguje się przy niej lub na niej i pozwala się głaskać bez końca…

Czubaka

Czubaka, najczęściej skrótowo nazywana Czubkiem, nie bez powodu zyskała to skrótowe imię. Z „kupki nieszczęścia” wyglądającej wystraszonymi oczami spomiędzy fałd kocyka, w którym została przyniesiona, stała się radosnym psiakiem, kochającym i gwałtownie domagającym się kolejnych pieszczot, z prawie ciągle merdającym wesołym ogonkiem. Skacze jak piłka, pociesznie biega, z falującym długim futrem, wzbudza śmiech i daje radość wszystkim, szczególnie Adrianie, z racji choroby uwięzionej w łóżku, u której ma stałą „miejscówkę” przy nogach.

Daria