792 022 444
  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Moris wkroczył w nasze życie dwa lata przed adopcją.

Jego ciepłe, rude ciałko czuło się po adopcji jak w domu - bo to już był jego dom. A skoro to był jego dom, nie mogliśmy mu pozwolić go opuścić. I tak został, śpi teraz ze swoim ukochanym, wymiętolonym kocykiem na kanapie. Kocyk pojawia się w naszym domu wszędzie i w różnych konfiguracjach: pod stołem, na psim legowisku, w naszym łóżku, przy wejściu na wycieraczce. Często towarzyszą mu kapcie mieszkańców, żeby było rzecz jasna bardziej wygodniej. I swojsko. Moris jest całkowicie dopasowany do naszego rytmu dnia, może wstać o 11 lub o 7 (ale mniej chętnie). Gotowanie nie może odbyć się bez obecności Morinka, przecież NIGDY nie wiadomo, kiedy coś spadnie na podłogę i nie daj boże się zmarnuje. Trzeba być czujnym. Czujność przydaje się również wtedy, gdy ktoś próbuje wyrzucić kubeczek po jogurcie, który według Morisa ma zupełnie inne przeznaczenie. To samo przeznaczenie pisane jest pozostawionej samotnie na kanapie czekoladzie, lub opakowaniu po ciasteczkach, które kusi leżąc na samiutkim brzegu biurka.Takie tam pieskie sprawy. Czy nasze życie zmieniło się po adopcji Morisa? Nie zmieniło, bo już w nim był:)

Konrad

Miejsce sesji: Bema Cafe - Drobnera 38, Wrocław